Dawaj, a nie bierz: wywiad z Anną Rusowicz

Dawaj, a nie bierz: wywiad z Anną Rusowicz

19
Anna Rusowicz

– Niestety mam wrażenie że teraz cały ten show-biznes przekształcił się w cyrk, z którego ma być kasa i pośmiewisko dla ludzi. Ale należy pamiętać, że cyrk jest śmieszny, nie dla zwierząt.

Nie ukrywajmy – jesteś niepowtarzalna na polskiej scenie muzycznej, „żywcem wyjęta” z lat 70. Zamiast podążać za modą muzyczną, za trendami, idziesz własną ścieżką. Choć pytanie może zabrzmieć banalnie, zapytam: czym się inspirujesz, gdy tworzysz?
– Inspiracje w moim życiu płyną albo z wnętrza, albo z otoczenia. Najbardziej lubię te pochodzące z wnętrza. Posiadają one dużo większą energię i wiem, że są totalnie moje. Uwielbiam te impulsy, kiedy piszę tekst albo tworzę muzykę i czuję wtedy taką radość, że to przychodzi do mnie w nieskazitelnej postaci. Inspiracje z zewnątrz są bardzo cenne i uczące, ale często są wtórne. Ktoś to kiedyś wymyślił, to zadziałało, ale mnie nie kręci czyste powielanie schematów. Szukam w życiu czegoś wyjątkowego.

Jak oceniasz współczesnych artystów? Czy może nie są to, Twoim zdaniem, artyści? Uważasz, że sztuka zanika? Nie ma już prawdziwych talentów, zanikła wrażliwość artystyczna?

– Im jestem starsza, tym mniej staram się oceniać. Pewne rzeczy przyjmuję jako naturalne i według mnie są to jakieś prawa, reguły, które rządzą światem. Muzyka też im podlega. Przykładem tego są trendy w muzyce czy popyt na jakiegoś artystę. Doceniam artystów odważnych. Takich, którzy kroczą swoją ścieżką niezależnie od panującego trendu. Są bezinteresowni w swoim tworzeniu. Nie szukają sławy i poklasku. Są też wolni od uznania ze strony innych. Myślę, że nie brakuje talentów. Bardziej dostrzegam przebiegunowanie wartości. Wzmacniane jest robienie sztuki dla zysku, pozowanie na ściankach, bywanie na salonach. Tu niestety nie chodzi o muzykę. Młodym ludziom wmawia się, że to jest ta słuszna, jedyna droga. Popularne są slogany: „Bądź gwiazda, zarabiaj kasę! Przyjdź do naszego show!”. Zamiast wzmacniać w ludziach to co piękne. Bądź wieszczem, prowadź ludzi. Twórz! Dawaj, a nie bierz. Niestety mam wrażenie że teraz cały ten show-biznes przekształcił się w cyrk, z którego ma być kasa i pośmiewisko dla ludzi. Ale należy pamiętać, że cyrk jest śmieszny, nie dla zwierząt.

A jakie artystki były Twoją inspiracją?
– Mam ich może ze trzy, choć bez jakiejś większej ekscytacji, zdecydowanie wolę facetów: Jim Morrison, Robert Plant…

Jaka jest Twoja ulubiona piosenka, najbardziej osobista i dlaczego? Która z Twoich piosenek najtrafniej uosabia i opisuje Anię Rusowicz?
– „Co z tego mam” i „Stróże świateł” to moje połączenie z kosmosem.

W wywiadzie dla „Wysokich Obcasów” powiedziałaś, że obraziłaś się na muzykę. „Nie miałam żadnych płyt mamy, nawet nie puszczałam radia. Nienawidziłam muzyki. Chciałam tylko uciec, nie mieć z muzyką styku”. Kiedy i jak się do niej przekonałaś?
– To był bunt nastolatki. I wyrażenie złości za to, co się stało w moim życiu, kiedy byłam 7-latką. Musiałam gdzieś umieścić swój gniew. Zazwyczaj buntujemy się przeciwko rodzicom, gdy ich mamy. Ja swój bunt wyraziłam w ten sposób, zbuntowałam się przeciw muzyce. Z buntu się wyrasta.

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź