KABARET PARANIENORMALNI – WYWIAD NORMALNY

KABARET PARANIENORMALNI – WYWIAD NORMALNY

80
KABARET PARANIENORMALNI

Na wywiad umawiamy się w modnej knajpce Piotra Najsztuba przy ul. Mokotowskiej w Warszawie. Chłopcy wpadają spóźnieni, na wywiad zostaje nam jedynie 30 minut, bo przy stoliku obok czeka kolejny dziennikarz. Igor Kwiatkowski, Robert Motyka, Michał Paszczyk i Rafał Kadłucki czyli Kabaret Paranienormalni.

Od lat jesteście na szczycie. Należycie do najbardziej lubianego, cenionego i nieszablonowego kabaretu. Wasza recepta na sukces?
Michał: Robić to, co się kocha, bawić się tym i czerpać z tego jak największą przyjemność. Stawiamy na szaleństwo z domieszką absurdu.
Igor: Lubimy kiedy jest między nami fajna energia, gdy nie wieje nudą. Nasz sukces to również ciężka praca i wytrwałość..

Niektórzy jeszcze tego nie wiedzą, więc zapytam: skąd pomysł na nazwę kabaretu „Paranienormalni”?

Igor: To gra słowna. Zakładałem kabaret razem z Robertem. Było nas dwóch, dwóch to para. Jesteśmy również trochę nienormalni, lubimy się wygłupiać, stąd połączenie słów – Paranienormalni.

Paranienormalność to według Was?
Robert: Mieszanka szaleństwa, absurdu, kolorów, teatru, światła, energii. To ogromna radość, którą mamy w sobie. To również rozmowa z widzem.

Czy możecie zdradzić jak doszło do powstania Waszego kabaretu? Wiem, że poznaliście się w klubie, w którym Robert był DJ-em, a Igor kucharzem…
Robert: Kabaret powstał w 2004 roku w Jeleniej Górze. Spotkaliśmy się w klubie jazzowym, gdzie pracowałem jako DJ. Byliśmy z Igorem dwoma kogutami, którzy organizowali tzw. bitwy na żarty. W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że odbieramy na tych samych falach, mamy podobną energię i postanowiliśmy założyć kabaret.
Igor: Można śmiało powiedzieć, że kabaret powstał z wygłupów. Od początku wspierał nas Rafał Kadłucki – reżyser i osoba odpowiedzialna za techniczne walory występów Paranienormalnych. W 2008 roku do naszego zespołu dołączył Michał.

Robercie, pamiętasz swój pierwszy występ z Igorem?
Robert: Nasz pierwszy występ miał miejsce na weselu kolegi. Mieliśmy napisane pięć skeczów. Stwierdziliśmy, że naszym prezentem ślubnym będzie właśnie występ, który – nie da się ukryć – przebiegał w bardzo nerwowej atmosferze. Po raz pierwszy mieliśmy bowiem stanąć przed mikrofonem i szerszą publicznością. Zżerała nas niewyobrażalna trema. Presja ogromna. Ktoś nagrał ten nasz występ. Mieliśmy zatem pierwsze demo, wysłaliśmy je na konkurs. Jury stwierdziło jednak, że to nie ten poziom. Byliśmy zdegustowani, bo myśleliśmy, że jesteśmy mistrzami świata (śmiech). Początki były bardzo trudne, ale uczyły nas pokory. Poznawaliśmy się nawzajem z Igorem, poznawaliśmy publiczność, zaczęliśmy startować w konkursach, trzeba było okiełznać ten lęk, który pojawiał się podczas wychodzenia na scenę.
Igor: Dziwne uczucie, kiedy stoisz na scenie i całe ciało z powodu tremy mówi ci, żebyś uciekał. Ściśnięty żołądek, suchość w gardle, nie możesz nic powiedzieć, a tu trzeba wyjść do ludzi i jeszcze ich zabawić. Wspominam z sentymentem nasze pierwsze występy, pojawiły się nieraz łzy wzruszenia. To było niesamowite.

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź