Konkurs „Po prostu piszę na talent.pl”

Konkurs „Po prostu piszę na talent.pl”

163

logo_talentpl_NEW_754x424Najnowszą edycję konkursu Po prostu piszę na talent.pl wygrała Beata Michalik z Radomia. Gratulujemy i zachęcamy do zamieszczania i zgłaszania swoich dzieł!

 

 

Rozdział pierwszy

Miłe początki i niemiłe porównania

Moja rodzina mówi na mnie Kasia. Nie wiem, co to znaczy, ale jak słyszę „Kasiu!”, to biegnę ile sił w łap­kach, bo wtedy zazwyczaj czeka na mnie coś smacz­nego. Najwięcej smakołyków daje mi zawsze mama. Bo właśnie mama Dorotka ciągle troszczy się o to, by nikt z nas nie był głodny. Ani tata Jacek, ani Kajtek i Natalka, ani mała świnka. Ta mała świnka to ja.

Myślę, że ja jestem w mojej rodzinie najważniej­sza. Przecież tylko ja mam własny domek z tarasem. Kajtek i Natalka nie mają swoich domków. Nawet mama i tata nie mają. Mają tylko własne pokoje. Mój domek jest bardzo ładny. Ma szerokie, wygodne wej­ście. I okienko. Takie w sam raz dla mnie. Mój nos swobodnie się w nim mieści! Dach jest spadzisty i szczerze przyznam, że to mi trochę przeszkadza. Jak na niego wskakuję, to łapki mi się ślizgają i mogę spaść! Muszę pamiętać, by przytrzymywać się pazur­kami. Oj, budowniczy nie przemyślał tego dokładnie. Cały domek zrobiony jest z drewna, które świetnie smakuje. Wiem, bo często go podgryzam. Bardzo to lubię. Nie pozwoliłabym nikomu gryźć mojego domku!

Nawet mamie. Ani Kajtkowi, chociaż Kajtka kocham najbardziej. Z nim podzieliłabym się swoim siankiem. I kolbą. Także tą najlepszą, owocową! Ale i jemu ugryźć nie dam nawet jednej ściany!

Mój domek stoi właśnie w pokoju Kajtka. Kajtek jest najwyższy z całej rodziny. Pamiętam, gdy ciągle stawał obok  taty i porównywał się z nim, bo chciał być tak duży jak on. Aż w końcu go przerósł. Mama mówi, że Kajtek jest prawie dorosły. Prawie, czyli musi jesz­cze dorosnąć. To ja już nie wiem, do kogo teraz bę­dzie się porównywał z tym dorastaniem, skoro jest najwyższy. Muszę go o to zapytać.

A w ogóle to z Kajtkiem żyjemy w wielkiej przyjaź­ni. Znam go, odkąd sięgam pamięcią. To on wyswobo­dził mnie kiedyś z paskudnego, tekturowego pudła, do którego zostałam wsadzona przez pana sprzedaw­cę w sklepie ze zwierzątkami. Pudło miało dziurki, że­bym miała świeże powietrze, ale światła wpadało przez nie malutko, więc było mi tam ciemno. W dodat­ku całe się ruszało, w prawo, w lewo, w prawo, w lewo … Cała podłoga  się pode mną chwiała, aż mi się w głowie kręciło i ledwo mogłam ustać na łapkach. Ale potem wszystko się uspokoiło, znów stało się wo­kół jasno i wtedy zobaczyłam po raz pierwszy Kajtka. A on pokazał mi mój piękny domek z tarasem.

Aż pisnęłam z radości:

– To rozumiem! To jest odpowiednie mieszkanie dla mnie!

Przeprowadziłam się więc z obrzydliwego pudła tak szybko, jak tylko potrafiłam. I tak już zostało.

Od pewnego czasu zastanawiam się, do kogo z mojej rodziny jestem podobna. Najpierw starałam się podpatrzeć czy ktoś ma takie białe, mięciutkie futerko na brzuszku jak ja, ale nie udało mi się obejrzeć wszystkich brzuszków, więc nie wiem.

Udało mi się za to obejrzeć górne łapki każdemu i to, co odkryłam, bardzo mnie zdumiało.

Otóż nikt nie ma czterech paluszków, tak jak ja, tylko pięć, bo jeszcze jeden, dodatkowy, wyrósł wszystkim  tak trochę z boku. Bardzo zabawnie to wygląda!

Ale może za to u kogoś w mojej rodzince łapki dol­ne są trzypaluszkowe, tak jak moje? Na razie wiem na pewno tylko to, że Kajtek ma także u dolnych nóżek po pięć paluszków. Jestem pewna, bo jego różowe stopy często wędrują obok mojego domku. Widzę je więc często – wszakże, jak już mówiłam, mieszkamy razem w jego pokoju. Jeśli zaś chodzi o dolne palusz­ki  reszty rodziny, to sprawa pozostaje ciągle niezba­dana, bo wszyscy mają zawsze stopy zakryte. Cieka­we czemu. To przecież musi być bardzo niewygodne!

Czy wyobrażacie sobie, jak trudno byłoby mi wycho­dzić po szczebelkach z mojej posiadłości, gdybym miała owinięte czymś nóżki?!

Ach, zapomniałabym! Zaobserwowałam przecież jeszcze jedną różnicę. Olbrzymią! Nie mogę zrozu­mieć, skąd się ona wzięła. Rzecz w tym, że tylko ja używam wszystkich czterech łapek do chodzenia,

a nikt inny z mojej rodziny tego nie potrafi. Zawsze po­ruszają się tylko na dwóch. Bardzo chciałabym na­uczyć ich prawidłowo chodzić. Pokazuję im codzien­nie, jak to się robi, a oni nic! Ciekawe, dlaczego bab­cia-świnka ich nie nauczyła, gdy byli tacy mali, jak ja?

Teraz na chwilę przerwę te porównania, bo

 

Beata Michalik

Z wykształcenia jestem filologiem polskim oraz logopedą. Prywatnie zaś mamą dorosłego już syna i właścicielką, a właściwie kochającą ludzką mamą, dwóch kotów. Od lat pracuję z dziećmi. Pisanie prozy jest moją pasją. Są to przede wszystkim utwory w stylu klasyki literatury dziecięcej – mądre, ciepłe, pogodne. Rodzinne. O przyjaźni i empatii. Skierowane nie tylko do do dzieci i młodzieży, ale do każdego, kto chciały spędzić uśmiechnięte chwile nad książką.

Tworzę pod nazwiskiem Beata Wiśniewska Michalik. Moja pierwsza książka to specjalistyczne historyjki logopedyczne pt. „Nasze Języczki opowiadają dzieciom o dzieciach” (wydawnictwo Harmonia).

Napisałam, zredagowałam, zilustrowałam i wydałam na zasadzie self-publishingu dwie powieści pod wspólnym tytułem „Świnka KASIA” (Część 1 i 2). Z powodu braku opieki profesjonalnego wydawnictwa zostało wydrukowane niewiele egzemplarzy, niemniej są dostępne w Internecie.

„Świnka KASIA” jest ulubienicą wielu czytelników Fb i mojego bloga, gdzie udostępniane były fragmenty.

Właśnie rozpoczęłam pisanie 3., ostatniej części powieści, gdyż czytelnikom obiecałam świnkową trylogię.

Jestem osobą wrażliwą, raczej nieśmiałą, ale z dużym poczuciem humoru, dowcipną, pozytywnie nastawioną do ludzi i zwierząt.

 

Piotr Żołądkowski

 

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź