środa, Czerwiec 28, 2017
Tagi Wiadomości z tagiem "Wywiad"

Wywiad

23

„Chłopcy” to najnowsza książka Andrzeja Saramonowicza. O tym, co skłoniło go do napisania powieści o tym, jak trudno być człowiekiem, gdy jest się chłopcem, opowiada Ilonie Adamskiej.

Andrzej-Saramonowicz_Fot.-Dorota-Czoch

Czy powieść „Chłopcy” można uznać jako trzecią część komediowej trylogii Andrzeja Saramonowicza (po „Testosteronie” i „Lejdis”)? 
– Można tak powiedzieć, choć jest to trylogia międzygatunkowa. Pierwsza część, czyli „Testosteron”, powstała jako sztuka teatralna i dekonstruowała klisze samooszukującej się męskości. Druga, czyli „Lejdis”, została pomyślana jako film fabularny. Jak się okazało, stała się społecznym fenomenem formatującym typy współczesnej polskiej kobiecości). Trzecią są właśnie „Chłopcy” – powieść, w której światy „Testosteronu” i „Lejdis” opisane zostały oczami 11-letnich dzieci.

Ale tytułowi „Chłopcy” to przecież nie tylko dzieci. Także dorośli mężczyźni, nieprawdaż?

– Owszem. W rozumieniu metaforycznym mojej powieści „chłopcami” są wszyscy współcześni mężczyźni, którzy nie chcą lub nie potrafią dojrzeć do odpowiedzialności. Reprezentuje ich 40-letni neurochirurg Jakub Solański. Jest świeżo po rozwodzie i przeżywa drugą młodość, objawiającą się intensywnymi romansami, co wpływa istotnie na sposób widzenia świata przez jego 11-letniego syna Mateusza. Tym mocniej, że przedmiotem licznych podbojów seksualnych ojca są matki szkolnych kolegów i koleżanek Mateusza. Relacja ojciec–syn to w „Chłopcach” podstawowa oś konstrukcyjna. Jakub wydaje się toksycznym ojcem, który zatruwa życie i umysł zakochanego w nim syna, ale okazuje się wkrótce, że także on, będąc dzieckiem, miał za wzór nieodpowiedzialnego ojca. W swojej książce chciałem powiedzieć, że ukłucie „nieznośną lekkością ojca” towarzyszy mężczyznom z pokolenia na pokolenia i kastruje w nich odpowiedzialnego mężczyznę.

Powieść „Chłopcy” pełna jest specyficznego dla Pańskiej twórczości humoru.
– Po pierwsze uważam, że forma komediowa jest doskonałym nośnikiem dla treści poważnych. Po drugie lubię, kiedy ludzie się śmieją, bo śmiechu w życiu nigdy dość. Nie mam zresztą z pisaniem rzeczy śmiesznych nadmiernych trudności. Pochwalę się, że kiedyś sam Andrzej Wajda powiedział o mnie, że jak mało kto w Polsce potrafię pisać błyskotliwe dialogi. Lubię też sarkazm, błyskawiczne riposty, językowe złośliwostki, inteligencką pikanterię – myślę, że czytelnicy odnajdą je także i w „Chłopcach”. Istotne było jednak dla mnie co innego – by ci, którzy sięgną po moją książkę, czuli, że im głębiej zanurzają się w tę historię, tym silniej czują, że ich śmiech z poziomu czystej zabawy przechodzi w refleksję zgoła niewesołą: co myśmy – jako liberalne społeczeństwo – sobie zrobili? W pogoni za zbudowaniem sytego, pełnego spektakularnych sukcesów życia? W złudzeniu, że współczesna dorosłość to wiecznie odnawialna i nisko oprocentowana karta kredytowa? W pielęgnowaniu w sobie nie tyle naiwnego dziecka, co rozbrykanego karła?
09f8e2b6c7fffe3ad0578ad689486962_wide
Czyli lekki styl literacki pełny ciętych ripost i sarkazmu ukrywa poważną prawdę o życiu i miłości. Czy często staramy się nie dostrzegać tego, co jest dla nas niewygodne?
– „Chłopcy” są historią o odrastaniu do miłości. 40-letni Jakub Solański i jego 11-letni syn Mateusz są niejako swoim lustrzanym odbiciem. Jakub ma najbliższego przyjaciela Pawła, z którym od lat dzieli najintymniejsze sekrety. Dla Mateusza taką samą rolę pełni jego równolatek Adrian, syn Pawła. Z początku Mateusz i Adrian wpatrzeni są w ojców jak w obraz, idealizują zarówno ich samych, jak i łączącą ich przyjaźń, chcą być tacy jak oni. Wydarzenia, które poznajemy z kolejnych stron „Chłopców”, pokazują synom z całą mocą, że ich ojcowie dalecy są od ideału. Zjawia się nieuchronna deziluzja…

Konieczny atrybut każdej dojrzałości…

– Doskonale to pani określiła. Kilka miesięcy, podczas których towarzyszymy nastoletnim bohaterom, zmienia ich nieodwracalne; dowiadują się, że dorosłość – ów pożądany owoc, w stronę którego tak chętnie zerka każde dziecko – ma swoją bolesną cenę. Ale przemiana towarzyszy też bohaterom dorosłym. Jakub Solański – niezwykle uzdolniony neurochirurg i ulubieniec kobiet – orientuje się, że w ciągu swojego 40-letniego życia nigdy nie stał się niczym więcej niż „dorosłym chłopcem”, równie uroczym, co nieznośnym. Nieznośnym – ku własnemu zdumieniu – także dla siebie. Czy będzie umiał pożegnać w sobie Piotrusia Pana i opuścić Nibylandię, którą umościł sobie między udami kolejnych kochanek? Czy zdobędzie się na bycie dorosłym także w wymiarze emocjonalnym? Jak miałoby się to wyrażać w świecie, który współczesnym mężczyznom chętnie pozwala kultywować niedojrzałość?

dsc_1335s1
Liczba niedojrzałych mężczyzn przyjmuje charakter epidemii – uważa seksuolog Zbigniew Lew-Starowicz. Co jest powodem tego zjawiska?
– Myślę, że ogólnie żyjemy w czasach, gdzie kultywuje się postawy niedojrzałe i dotyczy to nie tylko mężczyzn, ale i kobiet. Z mężczyznami sprawa ma się o tyle gorzej, że nie potrafią odnaleźć swojego miejsca w świecie, w którym tradycyjna rola kobiety zależnej od świata męskiego z powodów ograniczeń kulturowych i biologicznych uległa przedefiniowaniu. Dziś cechy, które dawniej uważane były za tradycyjnie męskie (aktywność, przedsiębiorczość, dynamizm), przynależą z powodzeniem do żywiołu kobiecego. Kobiety poszerzyły obszar swojej wolności, stając się niezależne. Feminizm uznaje to za wielkie zwycięstwo kobiet, ale jest w nim również – w moim mniemaniu – i zalążek kobiecej klęski. Obie płcie bowiem – tak to wymyśliła natura – się uzupełniają i nie mogą żyć w całkowitym oderwaniu od siebie. Mężczyźni są i będą kobietom potrzebni w wymiarze poważniejszym niż rozrywkowy. Cokolwiek byśmy mówili o zmieniających się warunkach życia, kobiety – choćby z racji funkcji macierzyńskich – bardziej cenią stałe związki niż mężczyźni. Tymczasem świat, w którym istnieje nadreprezentacja kobiet singli, nie skłania mężczyzn do zakładania takich stałych związków. Świat liberalny wbrew pozorom bardziej realizuje interesy mężczyzn niż kobiet, ponieważ pozwala mi żyć zgodnie z naturą – jako poligamicznym egoistom.

Ile wspólnego z neurochirurgiem Jakubem z książki pt. „Chłopcy” ma chirurg Tomasz z książki Milana Kundery „Nieznośna lekkość bytu”?
– Milan Kundera to jeden z moich ulubionych pisarzy, a „Nieznośna lekkość bytu” była jedną z ważniejszych powieści, które ukształtowały mnie jako młodego mężczyznę wchodzącego w dorosłe życie. Zatem takie zestawienie traktuję jak ogromny komplement. Bez wątpienia Jakub z „Chłopców” – jak już wspomniałem – dotknięty jest „nieznośną lekkością bytu”. Ale nie tylko ze względu na swoje cechy indywidualne, ale także cechy świata, w którym przyszło mu żyć. I myślę, że to jest największa różnica, bo uwarunkowania społeczno-obyczajowe komunistycznych Czech końca lat 60. XX wieku (kiedy żył Tomasz z „Nieznośnej lekkości bytu” różnią się znacznie od uwikłań liberalnej Polski z 2. dekady XXI wieku (kiedy żyje Jakub Solański z „Chłopców”.).

Tadeusz Konwicki w „Pamflecie na siebie” napisał: „A miłość? Jeszcze jeden nałóg młodości, ryzykowne gry, oszałamiające stany nieważkości”. Czy w wieku dojrzałym staramy się wypełnić pustkę, sięgając do nałogów młodości?

– W „Chłopcach” napisałem o tym, jak trudno jest być człowiekiem, kiedy się jest mężczyzną. Dożyliśmy czasów, kiedy mężczyźni nie tylko muszą się tłumaczyć ze swojej natury, ale i udowadniać, że w ogóle mają duszę. Kobiety chcą też, by faceci przepraszali za własną seksualność. Tymczasem oni zupełnie nie rozumieją, czemu mieliby to robić, zwłaszcza że sami swojej seksualności nie rozumieją. To tak jakby wbijać tygrysa w poczucie winy, że woli mięso od trawy. A miał na to jakiś wpływ? Mężczyzną nie jest łatwo być, niech mi Pani wierzy. Na przykład jedziesz autobusem w letni dzień i kobiety są dość skąpo, a przez to wyzywająco ubrane. No, nie ma siły – choćby facet miał głowę zajętą Świętym Augustynem albo stałą Plancka, musi się zacząć na nie gapić. Bo to jest pierwotniejszy odruch mózgu niż roztrząsanie intelektualnych zawirowań. I znacznie silniejszy! Owszem, jest to chwilami zabawne i przyjemne, ale na dłuższą metę męczy. Lubię powtarzać, że męski seksualizm to MTV, którego nie można wyłączyć. Oszaleć można! I o tym właśnie mówię w „Chłopcach”: że niezmiernie trudno jest być człowiekiem jako zespołem cech duchowych, kiedy się jest mężczyzną jako zespołem cech fizycznych. Natomiast miłość – głęboko w to wierzę – nie jest nałogiem! Wprost przeciwnie: jest na wiele nałogów najlepszym antidotum. I należy jej szukać bez względu na wiek. A jeśli już się ją odnajdzie – dbać o nią jak o najcenniejszy skarb.

Przyznaję, że podczas lektury „Chłopców” byłam zaskoczona dosadnością języka, którego używają bohaterowie Pańskiej powieści.
– Powierzchowne odczytanie „Chłopców” może sugerować, iż używanie wulgaryzmów przez bohaterów to niemalże moja obsesja, bo przecież przeklinali i mężczyźni w „Testosteronie”, przeklinały kobiety w „Lejdis”, a teraz przeklinają dzieci. Ale tak nie jest. Jako autor nie tworzę światów nieistniejących, ale opisuję te, które widzę dookoła. Dziś ta warstwa społeczna, którą kiedyś określało się jako inteligencja, używa wulgaryzmów powszechnie, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Wiem, że wielu twórców współczesnych komedii używa przekleństw, by wzmocnić żart, bo są przekonani, że wulgarność może uratować kiepski dowcip. Ludzie reagują bowiem często śmiechem jako nerwową reakcją wobec przekraczania tabu, a używanie silnych wulgaryzmów w przestrzeni publicznej ciągle jest tak postrzegane. Ja jednak wstawiam wulgaryzmy do swoich tekstów z innych przyczyn: chcę, by język bohaterów mojej powieści – ludzi żyjących w wielkim polskim mieście w drugiej dekadzie XXI wieku – po prostu brzmiał autentycznie. Bohaterów „Chłopców” różni płeć, wykształcenie, sposób rozumienia świata, ale ekspresję, objawiającą się w języku, mają wspólną. Zależało mi na pokazaniu, że polscy inteligenci też tak mówią, że wulgaryzmy przestały być domeną marginesu społecznego. A przeklinające dzieci są po prostu krzywym zwierciadłem świata dorosłych. Jeśli nas przerażają lub zniesmaczają, zastanówmy się, czy one po prostu nie odbijają nas.

Czy odniesienie sukcesów zawodowych nie jest równoznaczne z dorosłością i odpowiedzialnością za życie własne oraz bliskich nam osób? Co świadczy o byciu dorosłym? Czy wiek ma tutaj jakieś znaczenie?
– Chciałem, by „Chłopcy” ukazali niebezpieczeństwa polskiej współczesności w wymiarze społecznym: dojmujący rozpad więzów rodzinnych, tęsknotę za najprostszymi wartościami (miłość, przyjaźń), nieumiejętność porozumienia między płciowego i międzypokoleniowego, histeryczną pogoń za kolekcjonowaniem wrażeń jako wyraz lęku przed banałem codzienności, strach przed odpowiedzialnością za życie własne i bliskich oraz pragnienie bliskości, skrywane za maską pozornej obojętności. Moja powieść pokazuje, że sukces zawodowy wcale nie musi iść w parze z dojrzałością społeczną. Jakub jest wziętym neurochirurgiem, ordynatorem kliniki i zawodowo człowiekiem spełnionym. Ale żyje w sposób całkowicie nieodpowiedzialny. Myślę, że o odpowiedzialności świadczy tymczasem umiejętność rezygnacji z samego siebie na rzecz innych ludzi. W dzisiejszych, rozbrykanych czasach brzmi to jakoś nieznośnie pompatycznie, ale – jestem o tym głęboko przekonany – innej drogi do dorosłości najzwyczajniej nie ma.

Rozmawiała: Ilona Adamska
fot. Dorota Czoch

111

– Jestem jedną z nielicznych osób w tym kraju, które mogą wypowiadać się na temat braku tolerancji. Tylko wtedy, kiedy doświadczymy czegoś w życiu, możemy zabierać głos w tym konkretnym temacie – stwierdza dziennikarka Omenaa Mensah, która wydała swoją drugą książkę pt. „Gorzka czekolada”.

11412056_925651597499084_8579973028347037705_os1

Dlaczego mówisz, że jesteś „kolorowa”?
– Zarówno biały, jak i czarny to kolory. Z ich mieszanki powstają kolejne odcienie: cappuccino, czekoladowy. Można powiedzieć, że jestem kolorowa nie tylko w głowie, ale i na zewnątrz (śmiech).

Czy uważasz, że Polska to kraj rasistów?
– Myślę, że Polska to kraj, w którym rasizm istnieje. Nie powiem jednak, że jest to kraj rasistów. Istnieje również grupa ludzi otwartych, ceniących szacunek do innego człowieka. Młode pokolenie podróżuje i bywa w wielu miejscach. Z tematem różnorodności nie tylko w kwestii koloru skóry, ale również ogólnego wyglądu, mody i religii można zetknąć się, wykonując rozmaite zawody. Różnorodność jest wartością, która cechuje kraj kolorowy i ciekawy. Obecnie obserwuję pozytywne zmiany świadomości społeczeństwa. Ale wciąż jest bardzo dużo do zrobienia.

Wydałaś książkę pt. „Gorzka czekolada”. Skąd wziął się pomysł na tak ciekawy tytuł? Jaka jest tematyka tej książki?

– Ktoś zaproponował mi tytuł „Apetyt na czekoladę”. Stwierdziłam jednak, że w kontekście mojej osoby ten tytuł mógłby sugerować, że w książce zahaczam o tematykę związaną z relacjami damsko – męskimi, a na razie w tej kwestii mam zbyt małe doświadczenie (śmiech). Książkę napisałam po to, aby przelać na papier opowieści mojej mamy o przykrościach, jakie ją spotkały, kiedy poznała mojego tatę. Piękna, wykształcona kobieta i kardiochirurg Afrykańczyk byli wyzywani na ulicach. Moją mamę określono mianem białej prostytutki. Mi także w życiu doskwierały stereotypy. Bywało, że ludzie niekiedy twierdzili, że atrakcyjna, wysoka i egzotyczna dziewczyna musi być idiotką lub prostytutką. Uważali również, że nie mam nic do powiedzenia i zabieram pracę innym. Ścieżka mojej kariery zawodowej więc nie była zbyt prosta. Pracuję w mediach nie tylko dzięki temu, że jestem egzotyczna, ale dlatego że jestem pracowita i dobra w tym, co robię. Gdybym w telewizji wylądowała przez przypadek, nie byłabym tutaj przez 12 kolejnych lat. Poza tym widzom wydaje się, że pracownicy telewizji to nadludzie, którzy nie mają prawa do błędu i są chodzącymi ideałami. Istnieje grono osób nieskazitelnie czystych, ale ja nigdy taka nie byłam. Nawet nie chcę być idealna. Życie jest zbyt ciekawe i kolorowe, więc należy próbować różnych rzeczy. W swojej książce sporo miejsca poświęcam tolerancji. Tylko wtedy, kiedy doświadczymy czegoś w życiu, możemy się wypowiadać na pewne tematy. Jestem jedną z tych osób w Polsce, które mają prawo mówić o rasizmie i braku tolerancji naszego społeczeństwa. Tytuł mojej książki „Gorzka czekolada” mówi o tym, że życie nie zawsze jest słodkie. Istnieją blaski i cienie pracy w mediach, a także bardzo gorzkie chwile zwłaszcza w życiu kolorowej dziewczyny.

Jakie historie zostały opisane w książce?
– W książce znalazło się wiele zabawnych historii dotyczących mojego koloru skóry, ponieważ mam ogromny dystans do siebie i czasami żartuję na ten temat. Bo zdaję sobie sprawę, że nauka tolerancji poprzez humor jest zdecydowanie efektywniejsza niż poważny wykład poważnego prelegenta. Oczywiście trzeba przy tym zachować szacunek do drugiego człowieka i nie wolno nikogo obrażać. Ale w książce oprócz tych śmiesznych historii pojawiają się także smutne i poważne opowieści dotyczące rasizmu, z którymi miałam okazję się zetknąć. Opisałam historię, jak mój chłopak bił się, broniąc mnie. Poruszyłam także temat małżeństwa moich rodziców na tle stereotypów panujących w latach 70. Ciekawą sytuacją była odmowa taksówkarza, który nie chciał obsłużyć białej kobiety wybierającej się w trasę z czarnoskórym mężczyzną. W książce można znaleźć relacje z mojej pierwszej podróży do Afryki. Opowiedziałam również o pobycie w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracowałam jako modelka i brałam udział w sesjach zdjęciowych. Wspomniałam też o uczestnictwie w programie „Red Light”, w którym rozpoczynałam swoją karierę telewizyjną, czym nadal wzbudzam jakieś niezdrowe emocje. Nie zapomniałam też opowiedzieć o pracy nad projektem realizowanym w Afryce podczas ostatnich miesięcy.

Dla kogo jest ta książka? Czy dla tych, którzy dyskryminowali Cię za to, że jesteś czekoladowa?
– W książce nie wytykam palcami konkretnych osób, ale myślę, że kiedy niektóre osoby wezmą ją do ręki, będą wiedziały, że chodziło mi właśnie o nich. Ta książka jest dla tych, którzy nie czują się dobrze w swojej skórze, tak jak ja kiedyś. Bo przecież powodem braku akceptacji może być nie tylko kolor skóry, jak w moim przypadku. Ludzie nie akceptują innych z powodu odmiennej orientacji seksualnej, wyznania, wyglądu, bo osoby otyłe są wytykane, a nawet z powodu koloru włosów, rudzi też nie mają łatwo w życiu. W „Gorzkiej czekoladzie” pokazuję na swoim przykładzie, jak własne „wady” przekuć w zalety. Moja egzotyka kiedyś była dla mnie zmorą. Dziś mam wysokie poczucie własnej wartości i traktuję to jako atut, bo jestem zauważalna i mogę to wykorzystywać w dobrych celach, takich jak działalność charytatywna.

Czy wszyscy czytelnicy będą wiedzieli, o kim mowa?

– Wielu czytelników na pewno się domyśli. Zdradziłam, dlaczego rozpoczęłam pracę w telewizji. Okazało się, że założyciel stacji od dawna myślał o podobnej prezenterce. Opowiedziałam także o małej Sami, którą spotkałam w redakcji programu „Dzień dobry TVN”. Jej mama, która obecnie jest wolontariuszką w mojej fundacji, wielokrotnie miała do czynienia z rasizmem. Sami bardzo przypomina mnie sprzed trzydziestu lat. Gdy poszła do szkoły, dzieci przezywały ją, krzycząc: „Czarnuch! Murzyn!”. Myślę, że jest w tym wiele winy dorosłych. Przecież dzieci nie są rasistami, tylko naśladują zachowania i powtarzają słowa swoich rodziców.

Jesteś osobą, która potrafi zachować dystans i dzielnie walczy o tolerancję. Dlaczego podjęłaś się tak trudnego zadania? Czym według ciebie jest tolerancja?

– Podczas pracy w telewizji wielokrotnie angażowałam się w różnorodne akcje charytatywne. Jako świadoma, wykształcona kobieta staram się pomagać innym w miarę swoich możliwości. Myślę, że jestem całkiem spoko babka (śmiech). Postanowiłam, że skoncentruję się na temacie tolerancji i edukacji, bo uważam, że najwyższym stadium edukacji jest Tolerancja, a wykształcony mądry człowiek jest wolny. Braku tolerancji doświadczałam od dziecka, a edukacja w moim domu zawsze była na piedestale. Odczuwam dużą potrzebę działania na rzecz tolerancji. Kiedy postanowiłam zacząć swoją działalność, w tym kierunku napisałam plan projektu dotyczącego tolerancji w Polsce i skontaktowałam się z panią reprezentującą fundusze europejskie, która zaproponowała mi nawiązanie współpracy z wybraną fundacją. Wolałam jednak otworzyć własną fundację. Jej współfundatorem została Monika Ledóchowska i Daniel Ozon, który podróżuje ze mną do Afryki i bardzo wspiera nasze działania. To on opowiedział historię powstania fundacji swoim przyjaciołom z Ghany. Tamci przekazali to swojemu przyjacielowi, królowi rodu Asante w Ghanie, Otum- fuo NANA Osei Tutu II, który to zaprosił mnie na swoje urodziny. Rozmawiając z nim, powiedziałam, co myślę na temat edukacji, jak ważna jest ona w życiu człowieka, bo przecież, tak jak pisała Hel- len Keller: „Najdonioślejszym wynikiem edukacji jest tolerancja”. Zresztą od tych słów rozpoczyna się moja książka. Konstrukcja fundacji jest bardzo prosta. Opiera się na trzech filarach: edukacja, tolerancja, współpraca. Chcę zbudować szkołę dla dzieci ulicy w Ghanie, uświadomić ludziom wagę tolerancji oraz rozwijać współpracę biznesową pomiędzy Polską a Afryką.

Ludzie mówią o Tobie, że znasz swoją wartość. Czy wyniosłaś to z domu?
– Często słyszę, że jestem dumna. Nie zaprzeczam, gdyż jestem dumna ze swojego pochodzenia, korzeni oraz koloru skóry. Wywodzę się z rodu Asante uznawanego w Ghanie za arystokrację. Rodzice wpoili mi poczucie własnej wartości. Zawsze powtarzali mi, że ważne jest to, co mamy w głowie, a także to, czego doświadczyliśmy i nauczyliśmy się. Urodę można sprytnie wykorzystać do sprzedawania swojej wiedzy i robienia fajnych rzeczy. Nie tylko dla siebie, ale też dla innych.

W jednym z wywiadów przeczytałam, że w Ghanie decyzja leży w rękach kobiet. Jesteś kobietą uparcie dążącą do wytyczonego celu. Patrząc na rozwój twojej kariery, można stwierdzić, że wiesz, czego chcesz od życia.
– W wieku trzydziestu dwóch lat stwierdziłam, że wiem, czego chcę. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Podziwiam ludzi, którzy uświadomili sobie to wcześniej. Moja córka już dzisiaj wie, co chciałaby robić w przyszłości. Sądzę, że z czasem może się to zmienić, ale podziwiam jej przemyślenia. Trzeba dużo przeżyć, aby w końcu zrozumieć, co nas kręci i bawi. Musimy spróbować wielu różnych kuchni, aby stwierdzić, którą lubimy najbardziej. Nie zamierzam usiąść w fotelu w wieku siedemdziesięciu lat i żałować tego, czego nie zrobiłam. Wolę żałować, że podjęłam się czegoś, a to nie wyszło.

Jesteś kobietą przedsiębiorczą. Oprócz pracy w TVN prowadzisz fundację i własną firmę – Ammadora, w której powstają oryginalne meble. Prowadzisz także program Domy gwiazd w Domo+. Jak godzisz obowiązki zawodowe z życiem prywatnym, a zwłaszcza z rolą matki?

– Poza tym, co wymieniałaś, często prowadzę też szkolenia z autoprezentacji. Uważam, że wszystko można pogodzić, wystarczy tylko chcieć. Podczas warsztatów, które prowadzę, czy u mnie w fundacji często powtarzam: „Jeżeli chcesz coś zrobić, szukasz sposobu, a jeżeli nie chcesz, szukasz wytłumaczenia”. Zgadzam się w pełni z tym cytatem. Najważniejszy jest cel, który stanowi dziesięć procent sukcesu. Pięćdziesiąt procent gwarantuje plan, a czterdzieści procent – ciężka praca i działanie. Nie można zniechęcać się z powodu małych niepowodzeń. Droga do sukcesu jest długa i kręta. Często trzeba zrobić kilka kroków wstecz, zanim zrobi się krok milowy.

11742704_925651190832458_3178423029686946994_ns1
Opowiedz o swojej fundacji…

– Dorota Wellman stwierdziła, że jestem odpowiednią osobą w tym kraju, która powinna zająć się tematyką tolerancji. Dlatego założyłam fundację Omenaa Foundation, która działa na rzecz tolerancji, a Dorota jest w radzie fundacji i aktywnie wspiera moje projekty. Cieszę się, że wiele osób ze świata mediów popiera moją działalność. Ich postawa świadczy o otwartości.

Jesteś absolwentką studiów doktoranckich na SGH. Jaki temat chcesz poruszyć w swojej pracy doktorskiej?

– Interesują mnie ekonomiczno-społeczne perspektywy rozwoju Afryki Subsaharyjskiej. Podczas różnych konferencji, w których uczestniczę jako prelegent, opowiadam o Afryce w kontekście społecznym, ekonomicznym oraz atrakcyjności tamtych rynków. Bardzo interesuje mnie ten temat. Niewiele osób wie, że co piąte polskie dziecko wypija rano kubek kakao pochodzącego z Ghany. Z tego kraju pochodzi również złoto, z którego robione są liczne obrączki. Telefon, którego używasz, działa zapewne dzięki koltanowi wydobywanemu w Afryce. Konflikt pomiędzy Tutsi i Hutu był zaogniany m.in. przez czarne złoto, czyli ów koltan. O tym się nie mówi, ale bogactwo Afryki w surowce mineralne jest często zmorą tego kontynentu. Wydobycie kilograma koltanu kosztowało tam kilka dolarów. Natomiast po 2000 r. w Stanach Zjednoczonych cena wzrosła do sześciuset dolarów między innymi wtedy, gdy pojawiła się Play Station. Ludzie nie mają o tym zielonego pojęcia.

Grażyna Szapołowska stwierdziła, że dzisiaj mamy coraz mniej czasu na uczucia. Stają się one puste. Żyjemy w świecie singli, którzy od czasu do czasu są z kimś w związku. W jednym z wywiadów wyczytałam, że jedyną rzeczą, na którą nie masz czasu, jest miłość.

– To prawda, pojawił się taki moment. Tak musi być. Przez cały czas dotąd byłam z kimś. W wieku szesnastu lat poznałam chłopaka, z którym byłam przez osiem lat. Następny związek trwał trzy lata, a kolejny siedem. W moim dotychczasowym życiu nie pojawiło się zbyt wielu partnerów. Obecnie mam czas dla siebie. Dzięki zdobytemu doświadczeniu staram się podjąć właściwe decyzje i nie inwestuję uczuć w coś, co nie do końca mi odpowiada. Po ostatnich niezbyt przyjemnych przygodach sercowych zrozumiałam, że ciężko jest znaleźć mężczyznę, który nie ma kompleksów. Odpowiedni partner powinien być co najmniej na tym samym poziomie społecznym, zawodowym, intelektualnym i finansowym. Facet powinien mieć pasję, coś, co go będzie inspirować, powinien być pracowity i pomocny kobiecie… I cudownie, żeby miał poczucie humoru, bo dystans do siebie i uśmiech na twarzy potrafią rozpędzić szare chmury. Ja uwielbiam się śmiać… i żartować.

11227561_925650424165868_7527511895347375976_ns1
Jakich mężczyzn lubi Omenaa Mensah?
– Zawsze chciałam poznać faceta, który byłby podobny do mnie, ponieważ posiadam bardzo dużo cech męskich i to przekłada się na moje życie zawodowe. Lubię silnych mężczyzn. Najlepszy partner to taki, na którego zawsze mogłabym liczyć. Chciałabym mieć świadomość tego, że wesprze mnie w każdej sytuacji, nawet wtedy, kiedy powinie mi się noga. Do tej pory było odwrotnie.

Jesteś osobą, która lubi pomagać. Twoja koleżanka po fachu – Agnieszka Cegielska – powiedziała, że pomaganie działa jak najzdrowszy i najcudowniejszy narkotyk, który bardzo uzależnia. Czy jesteś uzależniona? Czym dla ciebie jest pomaganie? Czy jest to powinność, czy coś, co wypływa prosto z serca?
– Pomaganie jest czymś, co sprawia mi ogromną radość. Wykorzystuję swoją popularność do tego, aby zrobić coś fajnego i to mnie wciąga. Kiedyś angażowałam się w różne akcje, gdyż czułam taką powinność. Uważam, że osoby publiczne powinny wspierać akcje charytatywne i tym samym swoją osobą dawać przykład innym. Pomagając innym, możemy poczuć satysfakcję, która jest najcenniejszą nagrodą. Chciałabym pozostawić po sobie coś wartościowego. Kiedy przyleciałam do Ghany, moi podopieczni przygotowali dla mnie występy. Opłaciłam im całoroczne stypendia. Aktualnie zbieram środki na budowę szkoły. Stworzyłam serwis www. omenaa.pl, gdzie można wspierać edukację. Inwestuję w ten pomysł sporo czasu. Moje działania wspiera fundacja Hatima. Kiedyś Ewa Błaszczyk, którą zresztą odwiedziłam ostatnio z programem „Domy gwiazd”, stwierdziła, że największy sukces odnoszą fundacje powstające na skutek emocjonalnych przeżyć ich założycieli. Ewa Błaszczyk z determinacją dąży do realizacji celów na skutek osobistej tragedii. Ja natomiast odczuwam w Polsce czasami brak tolerancji. Chcę pomagać mądrze dzieciom w Afryce, dając im wędkę, jaką będzie zbudowanie szkoły, tak aby wykształcone dzieci same mogły na siebie zarobić, a nie rybę, jaką jest doraźna pomoc.

Grażyna Szapołowska w wywiadzie dla „Gali” powiedziała, że ludziom brakuje dziś śmiechu, poczucia humoru i dystansu do siebie. Czy też tak myślisz?

– Ja to wszystko mam! Kiedy moja makijażystka malowała mnie do jednej z sesji zdjęciowych, zapytałam ją: „Kasiu, jak to się stało, że Murzynowi coś się udało?” (śmiech). Mam dystans do siebie i wiele sytuacji potrafię obrócić w śmiech.

Rozmawiała: Ilona Adamska
fot. Katarzyna Paskuda

MOTORYZACJA

KULTURA

4
Filmowa Stolica Lata - "Ace Ventura - Zew Natury" - 2 września 2016 godz. 21:15 W każdy piątek sierpnia o godz. 21.15 zapraszamy na cykl pokazów filmowych...

HISTORIA I TURYSTYKA

61
Ponieważ zakończyliśmy prace na naszych działkach i w ogrodach, dziś wybierzemy się na spacer po ogrodach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego (BUW).   Na początek krótka notka historyczna. Do...