Warszawa jak Barcelona

Warszawa jak Barcelona

35

ECS portret 2_754x503Marzy mi się miasto, w którym do tramwaju wygodnie wsiąść będzie mogła staruszka, młoda mama z wózkiem i nastolatek, który od niedawna jest na wózku inwalidzkim

Wyobraź sobie taką sytuację…

Od kilku lat jeździsz na wózku inwalidzkim. To z powodu choroby neurologicznej – stwardnienia rozsianego. Na wózek przesiadłeś/łaś się niechętnie. Wcześniej twoje życie to były studia, uprawianie sportów, imprezy, przyjaciele i miłość. Teraz każda z tych czynności wymaga dodatkowego wysiłku. Wychodzenie z domu to wyzwanie. A dotarcie tam, gdzie chcesz, wymaga ogromu planowania.

Gdzie mieszkasz?

Jak wygląda twój dzień? Mieszkasz w bloku, w którym nie ma windy. Dlatego na spotkania ze znajomymi umawiasz się rzadko – ktoś musi cię znieść z trzeciego piętra. A potem znieść też wózek. Jedziecie samochodem do parku w centrum miasta, ale na parkingu nie ma żadnego miejsca dla niepełnosprawnych. Objeżdżacie całą okolicę, znajdujecie miejsce do parkowania dopiero kilometr od parku. Trasę do parku pokonujecie z przerwami. Kolega musi kilka razy odpocząć pchając wózek po wybojach. W parku jest piękna kawiarnia. Niestety, wejście do niej nie jest łatwe. Trzy strome schodki, a do tego wąskie drzwi. Dopiero jeden z kelnerów otwiera dla ciebie drzwi tarasowe. Wszyscy w kawiarni przyglądają się zdziwieni. Po co niepełnosprawnemu wyprawa na kawę?

A teraz wyobraź sobie inną scenkę. Jedziesz na kawę ze znajomymi. W bloku jest winda, jesteś więc samodzielny. W centrum miasta szybko parkujesz na miejscu dla niepełnosprawnych i przesiadasz się na wózek. Niskie krawężniki i wygodne, szerokie płyty chodnikowe sprawiają, że jedziesz bez wysiłku. Kawiarnia, w której się spotykacie, mieści się nad samym morzem. Wjeżdżasz głównym wejściem i kierujesz się do stolika na plaży. Co z piaskiem? Nie ma problemu. Kawiarnia myśli o ludziach na wózkach czy mamach z dziecięcymi wózkami – na plażę prowadzi więc solidna, drewniana ścieżka. Po kawie, zostajesz z jednym z przyjaciół i jedziecie na stadion. Po południu zaczyna się mecz. W każdym sektorze są miejsca dla osób takich jak ty. Nikt nie musi ci pomagać w wejściu i pokonaniu schodów. Wszędzie są windy. Przy barze, którego koniec obniżono dla wygody osób niepełnosprawnych ruchowo, zamawiasz sok i hot-doga.

Ta druga sytuacja to dzień powszedni w Barcelonie, mieście, w którym przestrzeń publiczną projektuje się dla wszystkich – młodych i starych, zdrowych i chorych, sprawnych fizycznie i z różnymi stopniami niepełnosprawności, dla singli i rodzin. Barcelona to miasto naprawdę dostępne – bez barier fizycznych i mentalnych.

„Tak” dla zebry

Miasta w Polsce bardzo się zmieniają, ale wciąż nie jest w nich idealnie. Nie dalej jak 5 maja, w Europejski Dzień Przeciw Dyskryminacji Osób Niepełnosprawnych, razem ze Stowarzyszeniem Zielone Mazowsze oraz Markiem Sołtysem, zwanym Szalonym Wózkowiczem, a także rzeszą warszawiaków: także na wózkach, zebraliśmy się na manifestacji przy Dworcu Centralnym.

Dzisiaj każdy, kto chce przejść na drugą stronę ulicy przy Dworcu Centralnym albo dostać się na przystanki tramwajowe czy autobusowe, musi schodzić do podziemi i wspinać się po schodach. Miasto planuje w tym roku modernizację przejść podziemnych, a w przyszłości także instalację wind. Warto jednak, żeby nie zapominać w tym miejscu także o naziemnych przejściach dla pieszych, tzw. zebrach. Są one tanie w instalacji, a przy tym wygodne: dla matek z dziećmi na wózkach, osób starszych czy nawet podróżnych z zagraniczny, dla których przejścia podziemne często są jak labirynt. Na szczęście, po akcji „zebra” w centrum ratusz obiecał, że pasy powstaną. To jeden z wielu sukcesów obywatelskich.

Miasto dostępne

Marzy mi się miasto, w którym do tramwaju wygodnie wsiąść będzie mogła staruszka, młoda mama z wózkiem i nastolatek, który od niedawna jest na wózku inwalidzkim. Marzy mi się przestrzeń, w której chodniki są niskie, toalety dla niepełnosprawnych na parterze, a seniorzy nie spędzają każdego dnia w mieszkaniu, przy oknie, ale ćwicząc jogę czy tai-chi w parku czy nad Wisłą. Marzą mi się parkingi dla niepełnosprawnych, na których miejsc nie będą chorym zastawiać zdrowi i zniecierpliwieni kierowcy. To dlatego zdecydowałam się startować w wyborach i zająć pracą poselską – żeby walczyć o lepszą przestrzeń dla Polek i Polaków.

Tak naprawdę do myślenia o mieście w kategoriach dostępności obliguje nas Unia Europejska i ONZ. Polska w 2012 r. ratyfikowała międzynarodową konwencję o prawach osób niepełnosprawnych. Dostępność i eliminowanie barier znajduje się w samym centrum Strategii Komisji Europejskiej, która określiła je jako pierwszy i podstawowy obszar działania na najbliższe dziesięciolecia.

Miasta tworzone według zasad uniwersalnego projektowania („dla wszystkich”) to tak naprawdę jedyne rozsądne rozwiązanie. Nasze społeczeństwa się starzeją, dlatego coraz więcej będzie wśród nas osób mało mobilnych. Jeśli chcemy, żeby te osoby były samodzielne, musimy systematycznie przebudowywać przestrzeń miejską – przejścia podziemne, chodniki, przystanki, środki komunikacji, dostępność obiektów kultury i sztuki. Tak jak dzieje się w Jonkoping, 100-tysięcznym miasteczku w Szwecji, oficjalnie już uznanym za raj dla seniorów. Tam władze miejskie przeprowadziły projekt o nazwie „Esther”. Esther to postać fikcyjna, wymyślona przez urzędników schorowana 80-latka, która wciąż prowadzi w miarę aktywne życie społeczne i mieszka sama. Po co powstała? Żeby tworząc rozwiązania z zakresu opieki zdrowotnej, systemów reagowania i  projektowania przestrzeni, eksperci mogli zadać sobie pytanie: „Co jest najlepsze dla Esther?”.

Myślę, że warto, żebyśmy w Polsce – tworząc nowe prawo, projektując budynki, wymyślając rozwiązania społeczne – czasem spytali się: „dla kogo to jest dobre”? Uznaję to za swój obowiązek.

*Ewa Czeszejko-Sochacka – Posłanka na Sejm RP z ramienia Platformy Obywatelskiej, działa w Sejmowej Komisji Zdrowia oraz Komisji Kultury i Środków Przekazu. Wieloletnia mecenaska i animatorka kultury. Członkini Rady Programowej Kongresu Kobiet.

BRAK KOMENTARZY

Zostaw odpowiedź